|
IRON MAIDEN A matter of life and death
“A Matter of Life and Death” (Sprawa życia i śmierci) to najnowsza (14) płyta legendy heavy metalu – zespołu Iron Maiden. Tytuł - Sprawa życie i śmierci zawarty jest w linijkach tekstu. W utworach zespołu dominują teksty o wojnie, śmierci, Bogu i przemijaniu. Znakomicie komponują się z posępną muzyką. Jest to najbardziej ponury album, od czasu „The X Factor” który powstał po śmierci ojca Steve’a (Steve jest założycielem zespołu). Płytę tworzą przede wszystkim bardzo ambitne, długie i skomplikowane utwory. Do płyty podszedłem z entuzjazmem, mając w pamięci poprzedni album “Dance of Death”. „Taniec Śmierci” był wspaniały, zawierał mieszankę ballad z „ostrymi” utworami, przypominającymi najlepsze lata zespołu, kiedy to nagrał „Run to the Hills” lub „Fear of the Dark”. Swoją drogą owe utwory są moimi ulubionymi z całego repertuaru Iron Maiden. Płyta występuje w dwóch wersjach – podstawowej i kolekcjonerskiej. Jako fan zespołu zakupiłem limitowaną edycję kolekcjonerską. Album ten otwiera wcześniej znany mi już (między innymi z MTV i singla) utwór „Different Word”, który jest znakomitym powrotem do korzeni zespołu. Klasyczny riff gitarowy Dave’a Murrey’a przypomina mi płyty zespołu z lat 1980-1990, które wcześniej wysłuchałem, kiedy to Iron Maiden grał ostry, bezkompromisowy i czysty heavy metal. Ucieszyłem się, gdyż brakowało mi takich utworów na poprzedniej płycie. Kolejnym utworem jest „These Colours Don’t Run”, który charakteryzuje się częstą zmianą tempa. Wiele osób mówi, ze Maideni się wypalili. Ja tak nie twierdzę, a na potwierdzenie tego, że są w dobrej formie mogę podać ten utwór. Znakomicie gra Nicko McBrain na perkusji. Bruce Dickinson wspaniale moduluje głosem, tak jak zawsze i nie można po nim poznać, że ma już 50 lat. Słuchając tego utworu przypomniał mi się znakomity „Fear of the Dark”, który także charakteryzował się częstą zmianą tempa. „Brighter Than a Thousand Suns” to kompozycja z mocnym, ostrym, wręcz wgniatającym w fotel riffem gitarowym, który powtarza się w początkowych sekundach utworu. Choćby dla tego potężnego riffu warto przesłuchać ten utwór. Bruce nadal ukazuje swoje możliwości głosowe. Następny utwór dodaje trochę orientalizmu. „The Pilgrim” opowiada o pielgrzymach podążających do ziemi obiecanej. Utwór moim zdaniem jest słaby, nie pozostawia u słuchacza żadnego śladu. Na każdej płycie zdarzają się średniaki, a właśnie takim utworem jest „The Pilgrim”. „The Longest Day” posiada bardzo ciekawy refren. Zupełnie nie jest on w stylu Maidenów. Moim zdaniem występuje tu najlepsze solo w całej płycie. Cały zespół dobrze prezentuje się. Oprócz znakomitego Bruce’a trzeba wymienić Steve’a, którego gitara basowa jest doskonale słyszalna i dodaje głębi utworowi. „Out of the Shadows” to moja ulubiona kompozycja zaraz po końcowym „The Legacy” i „These Colours Don’t Run”. Łączy w sobie najlepsze elementy ballad Maidenów. Czuć bardzo dobrze wpływ utworów „Wasting Love” i „Children Of The Damned”. Naprawdę można się zakochać w tej kompozycji. Najciekawsze jest to, że Bruce nie brzmi jak Bruce. Może to trochę dziwić, ale dodaje to utworowi magii. „The Reincarnation of Benjamin Breeg” to utwór doskonale znany z singla promującego płytę. Kim jest owy Benjami Breeg? Zespół nie odpowiedział konkretnie, możliwe, że dowiemy się tego na następnej płycie. Utwór ten podoba się mi, gdyż przypadł mi do gustu jeszcze dużo wcześniej przed wydaniem płyty. Nie potrafię określić czemu. Prawdopodobnie przez bardzo dobre solo gitarowe w 4 minucie utworu, które ma głębokie i ostre brzmienie, jak najbardziej w stylu Maidenów. Kolejny utwór po prostu jest świetną bardzo charakterystyczną kompozycją dla Iron Maiden. Posiada zapożyczenia ze starych utworów, z których zostało wybrane to co było najlepsze. Dlatego utwór „For the Grater Good of God” jest tak wyśmienity. Jest on zarazem najdłuższą kompozycją na płycie. „Lord of Light” zawiera dużo solówek, które najbardziej cenią fani zespołu. Bruce zaśpiewał bardzo wysoko, ja zaliczam to do plusów, gdyż lubię jak wokalista „pieje”. Na koniec został akustyczny gigant, kontynuujący ideę „Journeymana” z „Tańca śmierci”. Wyśmienita ballada „The Legacy” (Testament), to idealne zwieńczenie albumu. Wprowadza klimat zadumy, który jest rzadko spotykany w utworach Maidenów. Zarówno początek jak i koniec zachwycają słuchacza.
Sama część graficzna płyty – okładka to istne arcydzieło. Oczywiście jak zawsze znajdziemy na niej Eddiego – maskotkę zespołu. Stoi na czołgu w mundurze żołnierskim. Pozostałe postacie to szkielety ubrane w takie same mundury jak Eddie. W myślach od razu uświadamiamy sobie – wojna to zło i śmierć. I takie samo przesłanie ma cała płyta. A Matter of Life and Death to najbardziej progresywny album jaki kiedykolwiek nagrali Maideni. Płyta zadowoli starych fanów zespołu i na pewno przysporzy nowych. Oceniam płytę bardzo wysoko, gdyż aktualnie nie ma innego zespołu muzycznego, który mógłby zagrozić pozycji Iron Maiden. Nawet jakby się taki znalazł, musiałby bardzo się napracować aby stworzyć takie cudo jak „Sprawę życia i śmierci”. Na plus zasługuje fakt, że żaden utwór nie został poddany obróbce cyfrowej dźwięku. Mamy zatem nagranie na żywo ze studia. Członkowie zespołu pomimo podeszłego wieku ciągle grają „ostrą” muzykę i pokazują młodym jak należy grać PRAWDZIWEGO ROCKA. Maideni nadal są w dobrej formie i jestem pewien, że nagrają jeszcze wiele płyt. Up The Irons !
Praca została napisana przeze mnie jako zadanie domowe z Wiedzy o Kulturze w szkole średniej.
|